Ten tydzień spędziliśmy osobno. Ja wyjechałam podbijając polskie góry, a Rico został u Agi. Dużo dal mi ten tydzień, pozwolił mi wiele przemyśleć i także "odpocząć" od wspólnego życia. Czasem nawet takie krótkie przerwy są dobre, pomagają wrócić do formy i zwiększają chęć do pracy. Tak było również tym razem.
Chodząc na kilkugodzinne, piesze wycieczki miałam bardzo dużo czasu na przemyślenia. W mojej głowie pojawiło się pełno metafor. Porównywałam życie z psem takim jak Rico, własnie do chodzenia po górach.

Na początku bywa ciężko, bo nasz organizm musi się przyzwyczaić do dłuższego wysiłku, do zmian w poruszaniu się, bo jednak nie idziemy już prosto tylko pod górę, co jest zdecydowanie trudniejsze. Potem przestaje nam to przeszkadzać, jesteśmy przyzwyczajeni, zauważamy już więcej innych czynników, które nas otaczają wokół. Od wszelakiej roślinności, po odgłosy natury. Czym wyżej jesteśmy, szlak zaczyna się robić coraz trudniejszy. Więcej osób się poddaje i nie zamierza iść dalej. Tutaj wkracza do działania nasza silą woli, możemy wtedy ocenić jak "mocni" jesteśmy. Gdy zdecydujemy się dążyć do celu dalej wygrana jest już tuż pod naszym nosem. Wydaje się tak blisko, jednak jednocześnie bywa dalej niż przypuszczamy. Musimy wierzyć i mocno się starać aby się udało. Mimo to potem, zazwyczaj bardzo niespodziewanie pojawia się szczyt. Wgłębieni tak bardzo w swoją drogę do osiągnięcia celu, nie możemy na poczatku uwierzyć, ze to już koniec. Chociaż jesteśmy zmęczeni, chcemy iść jeszcze dalej... Pytanie gdzie ? Przecież w końcu osiągnęliśmy swój szczyt-cel. Jednak życie to nie góry i możemy postawić przed sobą wiele celi. Bywają trudne, smutne, nawet szokujące ale czy nie warto ? Poświecić się na tyle aby potem być dumnym ze swoich osiągnięć ?
Z psami i praca z nimi jest identycznie. Wiele lat potrzeba na pokazanie psu wielu rzeczy. Wymaga to wyrzeczeń, pokory, zaufania do czteterolapnego przyjaciela. Sama mam mało sportowych osiągnięć ze swoim psem, jednak mnóstwo tych w życiu codziennym. Ile czasu i pracy (nie tylko mojej) zajęło dojście do tego co mamy. Nie raz chciałam się poddać. Nie zrobiłam tego. Mam teraz za to psa przychodzącego na każde moje zawołanie, kochającego zabawki ponad wszystko, z bezbłędnym aportem, pięknie skaczącego na agility, z kilkoma ciekawymi sztuczkami na koncie oraz co najważniejsze nastawionego na mnie. Jeszcze rok temu tak nie było, wszystko wyglądało inaczej o 180 stopni i nigdy nie sądziłam, ze uda nam się osiągnąć cokolwiek, zaczynając na przywołaniu kończąc na pracy z rozproszeniami. Nie wiem czy zrobimy dalej tak ogromne postępy, nie mam pojęcia. Wiem jedno swój największy szczyt już podbiliśmy. Reszta to będą tylko male pagórki, tak zwane wisienki na torcie.
Trzymam kciuki i mocno wierze w każdego kto próbuje osiągnąć postawiony przed sobą cel. Warto zawsze dążyć do czegoś więcej niż się ma !
Pozdrawiamy A&Ri !