sobota, 24 maja 2014

Bardzo aktywnie

Tak mogę podsumować ostatni okres. Moja szkoła, treningi i zawody- tu nie ma czasu na nudę... Przynajmniej nie było... do teraz :) Los chciał, aby na chwilę się zatrzymała. Spojrzała na wszystko inaczej, przestała wiecznie gdzieś być i planować każdą kolejną godzinę. Być może los w ten sposób chciał mnie czegoś nauczyć, chyba mu się to udało. Mam przymusową przerwę, gdyż na ostatnim treningu agility skręciłam sobie staw skokowy. Praktyczny brak ruchu przez najbliższe trzy tygodnie. Co to dla nas oznacza? Nudę, rezygnację z wielu imprez, teraz nawet sama nie mogę iść z psem na głupi spacer. Zaczęłam doceniać jak fajne jest czasem po prostu nicnierobienie, po prostu odpoczywanie i skupianie się na rzeczach przyjemnych a nie jedynie obowiązkach, goniących terminach i gonienie czegoś w wiecznym pośpiechu życia. Szkoda, że musiałam się tego nauczyć w ten a nie inny sposób, ale w końcu do mnie dotarło, że nie mogę wiecznie biec. Czasem muszę też się zatrzymać... odetchnąć i spróbować od nowa. To nic strasznego prawda?

Fot. Aneta Ciupińska
Rico się wcale nie nudzi, jest najlepszy- co zawsze powtarzam, wiem wiem. Tym razem robi za mojego pomagiera, przynosi mi poduszki, picie, a nawet kule. Zamyka i otwiera mi drzwi. Czy mogłabym sobie wymarzyć w tym momencie lepszego psa? Zdecydowanie nie! A kiedy go zwyczajnie o nic nie proszę, zasypia koło mnie, tak jakby wiecznie mnie pilnował czy czegoś mi nie zabraknie... Kolejny raz się powtórzę, że czym on starszy tym lepszy, moje zafascynowanie tym psem rośnie z dnia na dzień!
Przed moim cudownym incydentem, tak jak pisałam wcześniej, mieliśmy bardzo produktywny okres. Wiele zawodów agility, a dzisiaj mieliśmy debiutować w klasie trzeciej na zawodach obedience w Warszawie.. no chyba nie było nam to pisane :) A szkoda, bo już się stęskniłam za startami, bardzo lubię tę dyscyplinę, a zawody uważam, że fajne sprawdzenie siebie i psa. Bardzo liczyłam na rzetelną ocenę tego sędziego, no cóż.. może innym razem :)
Fot. Aneta Ciupińska

Agility? Sport w który nie sądziłam, że aż tak wejdę. Robiłam go przez ostatnie lata, bo lubię aktywnie spędzać czas z psem, biegać, a tutaj obydwie te rzeczy mogłam połączyć. Rico to nie jest do końca pies stworzony do tego sportu, jest dość mały, ma stosunkowo krótkie łapki, więc czasem ciężko mu się dobrze wybić, a po za tym chyba jego móżdżek nie do końca ogarnia pracę na takich emocjach. Widać, że o wiele bardziej myśli i stara się na obi, aniżeli na agility :) Tak czy siak mi się bardzo to podoba, Rysiowi też na pewno się podoba, bo on uwielbia każdy rodzaj pracy i nie ma co ukrywać jest trochę dla mnie "pieskiem doświadczalnym" w agility, bo to na nim się uczę i popełniam wszystkie handlingowe błędy. Ale nie ma tego złego.... co by na dobre nie wyszło :) Uważam, że dla naszego kulawego teamu(ja pod względem handlingowym, a pieso pod względem psycho-fizycznym) ogromnym sukcesem jest to, że biegamy obecnie w openach. Wychodzi nam to mniej lub bardziej ładnie, ale co najważniejsze mamy z tego fun! A w końcu o to chodzi w agility, to ma być zabawa :) Z zawodów na zawody widzę znaczną poprawę w naszym dogadywaniu się na torze, na pewno oboje się już trochę "wyrobiliśmy" i po prostu siebie z nami, więc sekwencje biega nam się dobrze. Gorzej jest z naszą piętą achillesową - slalomem. Ri ma częsty problem ze znalezieniem wejścia, często omija pierwszą tyczkę. Dziewczyny mówią, że to kwestia treningu, ja też mocno na to liczę, że z czasem ten problem zniknie. No nic, pozostaje nam ćwiczyć i liczyć, że się to zmieni :) Najprawdopodobniej będę miała zastępcę, który będzie ćwiczył z Rico w czasie mojej rekonwalescencji.
Fot. Basia Kaczmarczyk

To teraz o poszczególnych zawodach:
Stare Babice k. Warszawy, 26-27.04
Super, że chociaż jedne zawody były tak blisko zorganizowane od domu. Jechaliśmy na nie, jedynie 10 min - Super sprawa! Czemu nie ma więcej takich wydarzeń, tak blisko mnie? W tamten weekend występowały różne anomalie pogodowe - od wielkiej ulewy i wichury, po piękne słońce. Ciekawie się biegało :) To były pierwsze zawody, na których nie dostaliśmy od razu Disa za slalom- ach jak miło <3 Oczywiście kończyliśmy wszystko z punktami, bo oczywiście musiałam piesa na slalomkach poprawić, ale generalnie poczułam progres i stwierdziłam, że jest jeszcze dla nas nadzieja.
Fot. Aneta Ciupińska

Supraśl, 4-5.05
Kolejny weekend, tym razem dłuższa wyprawa. Pogoda zdecydowanie lepsza, bo podczas biegów nie padało. Pomimo to, Ricusio znów gubił móżdżek na slalomkach i znowu wszystkie biegi zdisowowane na tej przeszkodzie... Ale cóż trzeba pracować, pracować i pracować! Jedyna recepta na sukces!

Szkoda, mi tylko, że to właśnie przez jedną przeszkodę mamy disy, nawet nigdy nie mogę zobaczyć swoich czasów( chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że muszą być długie, bo non-stop poprawiam slalomek). Może to być dziwne dla Was, że i tak startuję z psem, który ma problemy z jakąś przeszkodą. Jednak ja to widzę inaczej, uważam że Rico w ten sposób oswaja się z zawodami, ogromnymi emocjami i z każdymi zawodami lepiej skacze - z czym też miał wcześniej ogromny problem. Nie nudzi mi się z tym pieskiem, jeżeli chodzi o ten sport :) Kto wie... może kiedyś pokonamy te wszystkie trudności i zaczniemy po prostu biegać, mocno w to wierzę! Skoro tyle mi się udało wypracować to to już powinno być pestką :) Tak też będzie!
Jak na razie pozostało mi odpoczywanie i spokojne zdrowienie :)
Pozdrawiamy A&Ri!
Fot. Basia Kaczmarczyk

wtorek, 18 lutego 2014

Powroty..

Od dłuższego czasu zbierałam się aby powrócić do bloga, gdyż umarł zupełnie na kilka miesięcy. Jak wiadomo życie pisze nam różne scenariusze, niestety w moim zabrakło już zwyczajnie czasu na rzetelne prowadzenie bloga, czego z perspektywy czasu bardzo żałuję. Działo się u nas wiele, a część z tych historii nawet teraz ciężko mi odtworzyć, a blog jest dla mnie swego rodzaju miejscem, gdzie zbieram wszystkie informacje o moim życiu z Rico. Do tej pory uwielbiam wracać do starszych notek... Sama nie wiem, kiedy minęło tyle czasu, ale nasza mała część internetu istnieje od trzech lat. Na przestrzeni tego czasu zmieniło się wiele- ja, pies, nasza wspólna relacja, a co za tym idzie nasze wspólne życie. Piękna sprawa :)
Przełomowym momentem było dla nas zdecydowanie dostanie się do klasy trzeciej w obedience. Jestem dumna z mojego psa i jednocześnie zadowolona z siebie, że pomimo ciężkiej drogi do sukcesu udało się go nam osiągnąć :)  procentuje on do tej pory, bo jest dla mnie w pewien sposób motorem i motywacją do dalszego działania na każdym polu, nie tylko w szkoleniu psa, ale także w moim życiu prywatnym. Mimo to apetyt rośnie w miarę jedzenia i oczywiście będziemy rozwijać się dalej w tym sporcie. Jest jeszcze wiele do zrobienia, więc i wiele zabawy przed nami!
Na początku grudnia byliśmy na treningowych zawodach w Alto. Wspominam je bardzo dobrze. Pojechałam tam po konkretne cele - ładne chodzenie przy nodze oraz zostawanie- udało mi się obydwie rzeczy pięknie z Rysiem zrealizować. Chodzenie (bo to nad nim bym się chciała na chwilę zatrzymać) po wielu miesiącach pracy zaczyna wracać na prostą. Sprawiłam, że mój pies kocha to ćwiczenie najbardziej ze wszystkich i zawsze chce więcej, co bardzo mocno procentuje na wyraz jego pracy. Z racji jego wesołego usposobienia wygląda to  bardzo dobrze ze strony motywacyjnej. Naszą bolączką od zawsze było skupienie, które poprawiło się ogromnie! Pies cały czas ze mną, skupiony na zadaniu i na mnie - moje marzenie, które osiągnęłam ciężką pracą <3 Oczywiście błędy technicznie pojawiają się nadal, aczkolwiek nie są na tyle "drastyczne" co by nad nimi płakać. Wystarczy kilka treningów i to nabierze jakiegoś kształtu :) Z heelworku nie byłam zadowolona jedynie ja, doceniła to również bardzo Magda Łęczycka, która tamtejsze zawody sędziowała. Stwierdziła, że poprawa w Rysiowej pracy nad tym ćwiczeniem jest bardzo widoczna. Pochwaliła również mnie- za spokój i opanowanie podczas startu. Tutaj praca nad własną psychiką dużo dała. Chociaż nie ukrywam, że zawody nigdy nie były dla mnie przeszkodą nie do pokonania i nigdy bardzo się nie stresowałam, jednak z każdym kolejnym startem jest lepiej. Traktuję to po prostu jak trening, a więc mój pies również tak do tego podchodzi :)
Nasz drugi sport nad którym skupiliśmy się bardziej przez jesień, czyli agility... Kolejne zadziwiające progresy, osiągnięte skrupulatną pracą. To wszystko można porównać do elementów puzzli, gdzie spędzamy wiele czasu na dobranie dobrego elementu, aby połączyć to wszystko w jedną, stałą całość.
W miniony weekend byliśmy na zawodach w Bydgoszczy. Był to nasz debiut w A1 oraz w klasie OPEN. Jechałam na zawody z pewną dozą niepewności, ponieważ przez ostatni miesiąc nie ćwiczyliśmy, bo warunki atmosferyczne nam na to nie pozwalały. Slalom był dopiero co zrobiony, więc tutaj od razu pojawiała się wątpliwość, jak pies poradzi sobie na tej obcej przeszkodzie. Tak jak sądziłam, Ri miał problemy, aczkolwiek całkowicie natury technicznej i robił slalom, kiedy go naprostowałam, mimo to dostawaliśmy piękne DISy. Z większości biegów jestem na prawdę zadowolona, bo błędy pojawiały się jedynie na niedokończonym slalomie. Same sekwencje biegaliśmy dobrze, często na czysto. Szkoda mi egzaminów, bo uciekły nad sprzed nosa łapki :( Jak to się mówi "życie"... Jak nie te zawody to kolejne :)
Sama impreza była bardzo fajnie zorganizowana, będę miło ją wspominać. Wybraliśmy się wielką ekipą freexową, więc nie można było narzekać na nudę :)
Puchnę z dumy po tych zawodach i jestem pełna podziwu do mojego psa, bo miał piękne momenty (oczywiście pojawiały się też te gorsze, ale nauczona doświadczeniem wiem już, że to wszystko do wypracowania). Jestem zadowolona sama z siebie, przez cały czas byłam w pełni skupiona, spokojna i po prostu gotowa, żeby stawiać czoło wyzwaniom - nie ma to jak ciągła praca nad samą sobą! Udało mi się stworzyć magiczną bańkę, w której znajdowałam się jedynie ja, mój pies i postawione przed nami zadanie- mam nadzieję, że nie raz uda mi się to powtórzyć :)
Tutaj opisałam sprawy związane z naszą pracą i aktywnością. Aczkolwiek w czasie naszej internetowej nieobecności Rysiowi stuknęły trzy lata na karku. Wiek coraz to poważniejszy, ale wydaje mi się, że również wiek największych zmian w jego psychice. Ten pies nieustannie mnie zaskakuje, to jest piękne. Kilka dni temu minęła nam również trzecia rocznica wspólnego życia, w uśmiechu,łzach, szczęściu, nieszczęściu, słońcu, deszczu. To już nasza czwarta wspólna zima, początek kolejnego, mam nadzieję niesamowitego roku, Pełnego wrażeń i nowych doświadczeń. Nie jestem w stanie opisać słowami tego ile ten pies mi dał... Bez skrupułów mogę powiedzieć, że to były trzy najlepsze lata mojego życia. Mam nadzieję, że będzie jeszcze wiele takich wspólnych. Znamy się jak łyse konie i po prostu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Każde z nas ma gorsze i lepsze dni, ale na tym to wszystko polega, aby cały czas nie tracić wiary i nadziei. Bywają ciężkie momenty, kiedy poświęcam mu mało czasu, a on mimo to każdego dnia wiernie na mnie czeka aż wrócę do domu i patrzy cały czas z tą samą iskrą w oku. To dla niego się staram, to dla niego warto... Nigdy nie sądziłam, że można nawiązać taką więź ze zwierzęciem. Okazało się, że Rico oprócz bycia moim najlepszym przyjacielem, jest też oknem na zupełnie odmienny świat, który jest pełen kolorów i ciekawostek do odkrycia. Posiadanie psa jest czymś niesamowitym, a uświadamiam sobie to nie wtedy, kiedy wygrywam zawody, a w normalnych chwilach...

Pozdrawiamy A&Ri!

wtorek, 24 grudnia 2013

Marry Xmas Everyone!!


Wesołych Świąt w miłej i spokojnej atmosferze, niech te święta będą dla Was wszystkich czytających wyjątkowe i pełne dobrych chwil. Aby był to czas spędzony z rodziną i osobami najbliższymi Waszym sercom. Wszystkiego Najlepszego :)
A&Ri!

niedziela, 13 października 2013

WE DID IT!

Ciężką pracą można osiągnąć wszystko- wystarczy mieć plan i motywacje do jego realizacji :)
Spełniło się moje ogromne marzenie, zawsze tak odległe i takie nierealne.... Nie sądziłam, że będę mieć tyle wytrwałości i chęci, aby tego dokonać, a jednak zadziwiłam samą siebie ;)
Na Rzeszowskich Zawodach Obedience wystartowaliśmy w klasie drugiej. Byłam pewna niepewności przed tym startem, bałam się zupełnie nowych ćwiczeń, jak i naszej stałej bolączki- chodzenia przy nodze.
Chociaż to już jest chyba moją prywatną tradycją, co zadziwia wszystkich wokół-nigdy nie stresuję się zawodami i samym występem. Tak jak większość osób przed swoim startem obgryza paznokcie ze zdenerwowania lub wymyśla w głowie niezliczone ilości złych scenariuszy... ja po prostu się wyłączam, tworzę jakąś barierę w swojej głowie i nie skupiam się nad tym. Co sprawia, że na start wychodzę "świeża" i gotowa, staram się aby z psem było tak samo.
Niestety tym razem nie do końca mi się to udało, a raczej nie miałam możliwości zachowania tego "stanu zen" przez cały swój start. Stało się tak, ponieważ ładnie mówiąc wystąpiły pewne nieporozumienia pomiędzy Panią Sędzią, Panią Komisarz oraz regulaminem. Takie zachowania sprawiły, że lekko się wzbudziłam, bo nie byłam w stanie w pełni zaufać prowadzeniu komisarza na ringu i sama musiałam cały czas czuwać - jak się można domyślić, odbiło się to na psie. Jednak Rico był bardzo dzielnym pieskiem i daliśmy radę, ba nawet zaliczyliśmy ten start na ocenę doskonałą z 275 punktami i pierwszą lokatą!!!
Filmik:

To teraz poszczególne ćwiczenia:
1. Siad w grupie przez 1min 10/10pkt
Wylosowałam pierwszy numer startowy, więc wchodziliśmy na ring pierwsi, co było super sprawą. Rico ładnie wysiedział, niestety zdarzało mu się rozglądać, nad czym musimy zdecydowanie popracować.
2. Chodzenie przy nodze 7,5/10pkt
Z racji tego, że byliśmy pierwsi, zaczynaliśmy ćwiczyć od razu po zostawaniu. Rico w pierwszym momencie w ogóle nie ogarniał. Ze mną było też coraz gorzej, bo prawie w ogóle nie słyszałam co mówi do mnie komisarz przez co byłam bardzo spięta... Wiedziałam, że to ćwiczenie nie będzie udane, ale i tak byłam bardzo zdziwiona na liczbę punktów, którą dostaliśmy za to wykonanie.
3. Stój i siad w marszu 8,5/10pkt
Chodzenie już lepsze niż na wcześniejszym ćwiczeniu. Ładny stój, ale małpiszon mi się delikatnie ruszył kiedy go mijałam. Siad bez zarzutu.
4. Przywołanie z zatrzymaniem stój 9,5/10pkt
Tempo całkiem ok, mógł lepiej się zatrzymać. Sukcesem jest to, że już nie walnął mnie tak brutalnie w nogę jak był w stanie wcześniej zrobić...
5. Kwadrat 10/10pkt
Ładnie odnalazł kwadrat, położył się bez zarzutu, fajnie się też odwołał. Piękna dyszka :D
6. Aport kierunkowy 10/10pkt
Tutaj nastał początek mojego poddenerwowania, kiedy to chcąc odprowadzić psa do pachołka, praktycznie zostałam cofnięta, bo Paniom wydawało się, że psa powinno się do tegoż pachołka wysłać. Ja zdębiałam, bo nie wiedziałam w pierwszym momencie co zrobić, a potem zrobiłam swoje, czyli tak jak w regulaminie jest przedstawione to ćwiczenie. Jedynie na co mogę ew. narzekać to na to, że Rico w pierwszy momencie długo szukał aportu, chociaż wcześniej wybrał dobry kierunek. Jednak domyślam się, że mogło to być też podyktowane wcześniejszym zamieszaniem. Mimo to dzieciak był bardzo dzielny :)
7. Patyczki 6,5/10pkt
Tutaj moje zdenerwowanie osiągnęło szczyt. Pani Komisarz po odebraniu ode mnie aportu kierunkowego i zabraniu drugiego poszła je wyrzucić poza ring. Następnie w niedalekiej odległości od wyrzuconych aportów zaczęła rozkładać patyczki. Wysłałam psa, jednak on był święcie przekonany, że patyczki KONIECZNIE znajdują się w miejscu w którym komisarz wyrzuciła aporty. Poskutkowało to tym, że mój pies znalazł się poza ringiem, ale z uporem maniaka szukał patyczków. Musiałam go kilka razy zawołać zanim zorientował się, że to jednak nie to miejsce. Kiedy odnalazł już właściwe patyczki, znalazł na szczęście ten dobry. Mimo to możecie sobie wyobrazić jak mocno zabiło mi serce, kiedy pies wypruł mi poza ring, myślałam że dostaniemy DISa z miejsca. Jednak Rico cały czas był w trybie pracy i wytrwale szukał, to nas uratowało :)
8. Zmiany pozycji 7,5/10pkt
Po emocjach przyszła pora na kolejną dawkę. Kiedy zostawiłam już psa i odeszłam na pożądane 10m . Komisarz zaczęła zmieniać kolejność, jednak szybko się zorientowałam, że komisarz się pomyliła i za dużo razy zmieniała tablice. Wzbudziło to we mnie niepewność, w psie oczywiście również :) Także ćwiczenie wyszło jak wyszło.
9. Aport koziołka przez przeszkodę 9/10pkt
Rico dotknął przeszkody, kiedy wracał z aportem. Z reszty jestem na prawdę bardzo zadowolona :)
10. Wrażenie ogólne 8/10pkt
Pani Sędzia miała ogromny problem ze sprecyzowaniem się czy Rico się jej podobał. Stwierdziła, że jest zdecydowanie za wesoły, a ja za dużo go chwalę pomiędzy ćwiczeniami. Co jest śmieszne, nie chwaliłam go prawie w ogóle, jedynie co to lekko drapałam go za uchem. Jednak wg Pani był to bardzo duży doping, no cóż nie mnie oceniać... Nie byłam jedyną, która dostała ostrzeżenie za to, że pies jest zbyt wesoły ;)





Jestem z tego startu zadowolona, myślę że mogłoby nam pójść o wiele lepiej i płynniej, gdyby nie pewne warunki środowiskowe. Puchnę z dumy na myśl jaki Ri był dzielny w tym wszystkim :) Musimy nabrać zdecydowanie więcej doświadczenia startowego i będzie miodzio!
Udało nam się dostać do upragnionej trzeciej klasy, w dodatku w przeciągu jedynie trzech startów w ciągu jednego roku :) Myślę, że to jest sukces, trzeba tez zważać na nasz wiek, Rico ma niecałe trzy lata, a ja chyba jestem jednym obecnie przewodnikiem psa w klasie trzeciej, który jest niepełnoletni, zawsze to też jakiś sukces :) Do dwójki przygotowałam Rysia już całkowicie sama, opierałam się jedynie na opracowanych przez siebie planach treningowych, jak widać przyniosło to dobry skutek :) Jeszcze do mnie to nie dociera, że udało się nam wykonać plan na ten rok!!!
Teraz przed nami dużo pracy nad dopracowaniem ćwiczeń w klasie trzeciej i kto wie... może już niedługo pokażemy się w klasie mistrzowskiej :)
To była bardzo pamiętna chwila dla mnie, nie tylko dlatego że spełniło się moje wielkie marzenia, ale również dlatego, że mam nadzieję mogę być przykładem osoby, która nakładem pracy może zdziałać tak wiele! Z moim niewychowanym, mającym mnie głęboko gdzieś borderem w przeciągu roku udało mi się przejść do trzeciej klasy obedience. Walczcie o swoje marzenia, warto! Piękne uczucie doświadczyć czegoś takiego, wejść na swoje prywatne Mount Everest!
A pomyśleć, że dokładnie rok temu przeżywałam załamanie i chciałam zrezygnować z obedience, twierdząc że nigdy nam się nic nie uda dokonać w tym sporcie... życie potrafi zaskakiwać :) Dlatego warto łapać wiatr w żagle i ŻYĆ!
Pozdrawiamy A&Ri!

poniedziałek, 30 września 2013

Wrzesień...czyli miesiąc pozytywnych emocji :)

Zleciał, nawet nie wiem kiedy. Zaczęła się szkoła, nauka i... pełno obowiązków;)
Miesiąc ten był na pewno bardzo pracowity, owocny w wiele nowych wrażeń i doświadczeń. Postaram się po kolei opisać chociaż w kilku słowach to co u nas się ostatnio działo.
W pierwszy weekend września byliśmy na finałach DCDC - atmosfera jak zawsze nieziemska! Mimo tego, że jestem czynną zawodniczką obedience i agility uważam, że to co się dzieje na finałach dogfrisbee w Warszawie jest nieporównywalna z niczym! Każdy się wspiera, cieszy się z sukcesów, zero konfliktów-piękna sprawa :) Chciałabym bardzo doświadczyć TAKICH emocji w "moich" sportach.
Kolejny rok z rzędu zgłosiłam się z psiurem na Dog Dartbee i Time Trial, oczywiście jak to już na tradycję przystało- nie wystartowałam, bo tym razem zaspałam :) Kto wie... może za rok nam się w końcu uda?
Oprócz tego jak co roku widzieliśmy się z Rysiową siostrą- Lomo. Cudowne są takie spotkania, kiedy można porównać rodzeństwo, odnaleźć wiele wspólnych cech w wyglądzie i charakterze...ach ta genetyka, niezmiernie moja ukochana dziedzina biologi :)

Zaś w sobotę, 14 września byliśmy na zawodach treningowych na Placu Agility. Zawody super zorganizowane, wszystko przebiegało sprawnie i bez zbędnych ceregieli- uwielbiam takie konkrety :) Co do naszych biegów- generalnie jestem bardzo zadowolona, bo już wtedy byliśmy po prawie 3 tygodniowej przerwie od treningów agility. Biegało nam się fajnie, bo w końcu RAZEM. Czułam, że biegam jako team- to było super doświadczenie. Niestety na pudle nie stanęliśmy ani razu, bo pojawiały się błędy, głównie odmowy na hopeczkach- ale to nasz odwieczny problem, który z miesiąca na miesiąc zanika, także nie dziwiły mnie te akcje. Bardzo dobrze wspominam ten dzień, był pełen dobrych emocji, ,kolejnych super wspomnień :)



Na kolejny tydzień zostawiłam mojego burka i sama wyjechałam na Mazury, aby wrócić w piątek i z samego rana w sobotę(20.09) wyruszyć w podróż do Radomia - na nasze pierwsze OFICJALNE zawody agility. Tyle juz biegamy, że aż głupio mi było z tym, że dotychczas ani razu nie udało nam się wystartować. Jak się możecie domyśleć - to był kolejny weekend pełen dobrych wrażeń! Udało nam się stanąć na pudle aż cztery razy z czego jestem bardzo zadowolona :)
Oto wyniki:
Jumping "0"1- 3/8 (5pkt)
Jumping"0"2- 1/8 (10pkt karnych) Jako jedyni ukończyliśmy ten bieg bez DISa.
Agility"0"1- 3/8 CZYSTO!
Jumping"0"3- DIS
Jumping"0"4- 3/8
Agility"0"2- DIS

Oczywiście nie obyło się bez punktów karnych, jak się możecie domyślić, za odmowy na hopeczkach :) Ach, ten mój Rynio! Bez tego życie byłoby nudne :) Filmik mam i postaram się w "najbliższej przyszłości" ogarnąć. Jednak kiedy dokładnie to nastąpi- nie mam pojęcia :)
Co zadziwiające najbardziej jestem zadowolona z DISowego przebiegu Agility w niedzielę, gdyż DISa dostaliśmy dlatego, że cofnęłam psa na zostawaniu( ach, te treningowe sprawy :) ) poza tym bieg był na prawdę bardzo, bardzo przyzwoity!
Generalnie na tych zawodach biegało mi się bardzo fajnie, torki jak na zerówkę, wcale nie były takie proste i oczywiste jakby to się mogło wydawać :) Były momenty:"na pomyślenie", a my ładnie dawaliśmy sobie radę :) Nie byłoby tak cudownie gdyby nie nasz kochany klub... FREEXY! Taka atmosfera tylko z nimi! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Żałuję, że tak mało zawodów jest w Polsce po takim cudownym evencie :(

W kolejny weekend(27,28.09) mieliśmy w planach debiut openowy na Mistrzostwach Polski Agility, ale los tak chciał, że pewne sprawy zmusiły mnie do rezygnacji. Szkoda straszliwie, bo atmosfera tam była podobnież bombowa i żałuję, że chociaż na chwilę nie mogłam oderwać się od nauki i przyjechać pokibicować! Mimo to Freexy pięknie się wybroniły i znów Mistrzostwo Polski zostaje w klubie, duma rozpiera, oj rozpiera :)

Żeby było miło i sympatycznie... Wrzesień co prawda się już kończy, ale przed nami cały październik, zapewne jeszcze bardziej pracowity dla mnie aniżeli jego poprzednik, mimo to chcę wkroczyć w niego z uśmiechem na twarzy i werwą do działania :) Przed nami zawody obedience w Rzeszowie, więc teraz jeżeli tylko czas mi pozwala, dzielnie ćwiczymy i się doskonalimy :) Byle do przodu!

Za zdjęcia bardzo dziękuję Natalii Śliwińskiej oraz Wandzie Krawczuk :)

Pozdrawiamy serdecznie A&Ri!

środa, 28 sierpnia 2013

Na koniec...

...powracamy do początku, wakacji oczywiście :) Wspominam NIESTETY znów- gorące dni czerwca, kiedy to byliśmy na zawodach w Więckowicach. Dostałam od Kamili kilka porywających moje serce ujęć.
Oto i one:
Tak na początku pięknie leżałem!

W dodatku ślicznie się skupiałem :)

Chodziłem na kontakcie...

Skupiałem się przed ćwiczeniami. 

Potem ładnie chodziłem..

i chodziłem..

i non-stop się uśmiechałem ;)

Biegałem jak zając do kwadratu !

Ślicznie warowałem ;)

Cieszyłem się razem z mamą :)

Pędziłem do aportków!

Czasem na łeb, na szyję...

Ale nie wytracałem prędkości..

To wszystko pomimo mojej i maminej ułomności psycho-fizycznej :)
Ten post będzie podsumowaniem tych wakacji. Niestety nieuchronnie dobiegają one końca. Pomimo tego, że dopiero co zdążyliśmy się rozleniwić, no i wypocząć oczywiście :)
Uważam, że dużo zrobiliśmy przez okres tych dwóch miesięcy, znacznie więcej niż rok temu. Do obedience miałam już opracowany plan treningowy, więc żadna minuta poświęcona temu nie była wcześniej, tą "niezaplanowaną". Sukces w pewien sposób osiągnęliśmy, bo udało nam się przerobić w sumie wszystkie ćwiczenia z wyższych klas. Jedynie chodzenie tłuczemy od podstaw, ale nadzieja umiera ostatnio, a ja mocno wierzę, że w końcu zrobimy chodzenie z moich snów i marzeń ;)
Na agility... coś pięknego TAK ogromnych postępów nie spodziewałam się za jakiś rok, a dostałam je pu zaledwie dwóch miesiącach! Oczywiście wielkie kroki naprzód poczynił pies, naumiał się slalomów i już żadna agilitowa przeszkoda mu nie straszna! Oprócz tego wbija sobie do główki, że hopeczek się nie omija, jeżeli mama o to nie prosi. Najważniejsza kwestia, którą nie wypada przemilczeć... non-stop Rysio zaskakuje wszystkich swoim GENIUSZEM, tak tak ten pies na każdym treningu teraz pokazuje mi, że warto, warto i jeszcze raz warto!
To była część agilitowo-psia,a  teraz pora na część agilitowo-Asiową, która też znacznie zmieniła się w przeciągu tych wakacji. Nauczyła się wiele nowego, bardziej ogarnia swoje ciało i handling, ale nadal w głowie powtarza jak mantrę "Kocie ruchy Aśka!", co by nie zapomnieć, jak ładnie i luźno biegać :) Dzisiaj na treningu dowiedziała się również, że z psem na agility można tańczyć... walca, o ! Dostała też zalecenia na udanie się na zajęcia jogi oraz wieleee innych, a to wszystko po to aby Asia w końcu nauczyła się ogarniać swoje nieogarnięte mocno ciało i nie przeszkadzała psu w jego misji rozwoju agilitowego :) Także trzymajcie kciuki, bo może kiedyś i to uda się osiągnąć! W sumie z takimi ludźmi nie wątpię, bo nic by tak nie wyglądało, gdyby nie Martynka i Niuka oraz wszyscy inni FreeXnięci w temacie. Dajecie najlepszego kopa do pracy!
Także działo się, oj działo! Mieliśmy swoje nieoficjalne debiuty... na pudle, w jedynkach, w openach, gdzie tylko się dało :) A bogatsi o tyle nowych doświadczeń, że aż się w głowie nie mieści! Chcemy jedynie więcej i więcej!
Pozdrawiamy pozytywnie zakręceni A&Ri!

sobota, 24 sierpnia 2013

Return to live !

Po miesiącu przerwy od agility spowodowanej moim wyjazdem, chorobą oraz po prostu "przerwą od treningów" powróciliśmy, zaczynając od zawodów treningowych organizowanych przez klub Fort. Bardzo przyjemne zawody, super organizacja, miła atmosfera... czego chcieć więcej? Jeszcze super obfite nagrody, no miodzio ! Mam nadzieję, że planują powtórkę ;)
Zdecydowałam się z Rico jeszcze na klasę 0, abyśmy na luzie jeszcze mogli pobiegać. Decyzji nie żałuję, bo biegało mi się świetnie, a torki wcale nie były zawsze takie "łatwe i proste" jak to się o zerówce powszechnie mówi. Działo się pewnie tak, gdyż sędziował Tomek, który słynie z zawiłych sekwencji i torów :)
Na pierwszy ogień Agility 0 i tutaj miła niespodzianka, bo pobiegliśmy na czysto za pierwszym razem. Jedynie szkoda mi tego przywołania po tuneliku, bo Rico wypruł w długą i musiałam mu przypomnieć gdzie jestem i gdzie mam zamiar biec. Resztę kocham całą sobą, bo w końcu tak dobrłam handling, że i mi i psu to bardzo pasowało. W KOŃCU TO OGARNIAM ! Ostatecznie zajęliśmy za ten bieg drugie miejsce z czego jestem bardzo dumna, bo nie wszystkie psy kończyły :)
Następnie jeszcze raz treningowo biegliśmy ten sam tor, także było ładnie. Na tuneliku już była poprawa, ale niestety jedna zrzutka się pojawiła, oczywiście całkowcie z mojej winy, jakby mogło być inaczej ;)
Kolejnym torem okazał się Jumping 0, teoretycznie wydawał się prosty i miły, więc postanowiłam utrudnić sobie życie top spinem. Jak to zazwyczaj w życiu bywa, bez sensu poniosły mnie ambicje i gdyby nie ten top spin, którego Ri do końca nie zrozumiał pobieglibyśmy również całkiem fajnie ;) Zaś powtóka tego biegu to była istna masakra! Odezwało się we mnie duże zmęczenie, które potęgowała jeszcze moja niedoleczona choroba sprawiły, że zgubiłam kontakt pomiędzy mózgiem i kończynami. Szkoda, bo tak się cieszyłam, że przez cały czas ogarniałam się na torze, no ale nigdy nie jest idealnie niestety.
Po za tym Rysie Pysie bardzo mnie zaskoczyły swoją kulturą i zachowaniem podczas zawodów. Nie odmużdżał się, ładnie siedział sobie w otwartej klatce lub po prostu leżał koło mnie, a moje NIE było dla niego słowem świętym :) Kolejna wygrana zawodów!
Oprócz tego na Olimpii odbyła się również premiera moich nowych, ukochanych bucików do biegania! Mimo, że są ze mną bardzo krótko, mają już swoją historię i są moimi "pupilkami" jeżeli można je tak nazwać ;) Udowadniają też mi, jak bardzo wkręciłam się w temat agility, ale również normalnego joggingu. Jeszcze rok temu wyśmiałabym osobę, która powiedziałaby mi, że kupię sobie buty do biegania! Widać życie pisze dla nas przeróżne scenariusze, za ten jestem mu szczególnie wdzięczna :) Dodając trochę prywaty powiem, że nie wyobrażam już sobie życia bez biegania i pomimo tego, że obecnie nie mogę za bardzo tego robić przez chorobę to tęsknie bardzo i już czekam tych biegających dni.
Podsumowując jestem bardzo zadowolona, bo impreza byłą bardzo miła, bez żadnych dziwnych akcji i na pewno będę ją dobrze wspominać.
Teraz zapowiada nam się cały tydzień pod znakiem agility i już nie mogę się doczekać!
Tutaj filmidło :
Ach, prawie zapomniałam! W pierwszy weekend sierpnia pojawiliśmy się na seminarium z Falowcami. Dowiedziałam się kilku ciekawych rad, które już wprowadzam w życie i widzę efekty :)
Mamy piękne fotki od Magdy Stodułko:
Smutne to, ale niestety wakacje dobiegają już powolutku końca. Zleciały niemiłosiernie szybko i ciągle biję się z myślami jak wiele rzeczy nie zdążyłam zrobić.. Za krótko, za krótko! Pomimo tego przez cały ten czas ostro pracowaliśmy, szczególnie pod względem obedience. Nieśmiałe plany na start są, co z tego wyniknie - sama nie wiem :)
Pozdrawiamy CIEPŁO A&Ri!